Home

Przemyślenia studyjne 5

Epoka przesytu.

Zacznę od pewnego uogólnienia – żyjemy w czasach wszechobecnego przesytu. Nadprodukcja jest tak duża, że powstały bardzo złożone mechanizmy służące namawianiu ludzi do tego żeby kupowali coś od ciebie, a nie kupowali od kogoś innego – nazywa się to marketing. Już dawno reklama stała się nieodłącznym elementem naszego życia, a teraz doszliśmy do etapu w którym coraz chętniej nazywamy ją sztuką. Dla twórcy często nie ma znaczenia to, że projekt w którym bierze udział jest reklamówką jakiejś marki. Skoro aktor, grafik, muzyk czy jakikolwiek inny twórca może realizować się zawodowo w przedsięwzięciu kierowanym do szerokiego grona osób, a do tego jeszcze dobrze płacą, to po co kręcić nosem? Świata i tak nie zmieni.

Przesyt występuje praktycznie w każdej branży i w każdej dziedzinie naszego życia. Jakie niesie to ze sobą konsekwencje? Ciekawym przykładem może być bliska mi branża muzyczna. Jeżeli jesteś muzykiem i chcesz żeby był na ciebie hype (czyli popyt) to dużo bardziej liczy się ilość muzyki którą robisz niż jej jakość. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ słuchacze bardzo szybko muzykę konsumują i jeszcze szybciej o niej zapominają. Ktoś może powiedzieć, że nie jest to nowe zjawisko. To prawda, ale w ostatnim czasie przybiera ono na sile. Obecnie nawet wykonawcy uznani za topowych wydają co roku album lub dwa, a w między czasie udostępniają kilka singli. Robią to po to żeby nieustanie przypominać o sobie odbiorcom, kontynuować trasę koncertową czy pojawiać się w mediach. Zakładanie, że słuchacz pamiętał będzie w październiku album, który wydany został w lutym, może być ryzykowne.

Taki stan rzeczy doprowadził do sytuacji w której coraz częściej dostajemy muzykę wyprodukowaną taśmowo, za którą nie kryje się głębsza refleksja. Muzykę dopasowaną do pewnych ram i zrobioną właściwie tylko po to żeby była. Była na chwilę, na kilka kliknięć, bo kto będzie pamiętał większość dzisiejszych albumów za 10 lat? Przecież w tym roku ukazało się ich pewnie kilka tysięcy? A może jeszcze więcej? Myślę, że w tej sytuacji wskazywanie winnych może być trudne. Bo czy można winić muzyka za to, że nie chce tracić uwagi słuchaczy? Uwagi, która w konsekwencji przekłada się na jego zarobek i pozwala mu się utrzymać. Z drugiej strony czy można winić słuchacza za to, że nie poświęca już tyle czasu na jeden album ile poświęcał kiedyś? Przecież jest ich tak dużo, a każdy opakowany ładniej od poprzedniego i podany w zestawie z obowiązkową dzisiaj sensacją.

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że żyjemy w świecie, którego głównym celem stało się wytwarzanie nikomu niepotrzebnych rzeczy. Gdzie się nie obejrzę widzę nie mający żadnej wartości bubel. Social media obfitują w treści, które kompletnie nic nie przekazują, nic nie wnoszą – są puste. Kupujemy nowe modele smartfonów i samochodów nie różniące się niczym od swoich poprzedników. Kupujemy je ponieważ specom od marketingu udało się uruchomić w nas jakieś nieistniejące potrzeby. Czujemy, że czegoś nam brakuje. Wmawiamy sobie, że to właśnie kupno kolejnej rzeczy da nam szczęście, podniesie na chwile poczucie własnej wartości. Może mówię teraz rzeczy oczywiste, ale od czasu do czasu warto przystanąć i zdać sobie z tych oczywistości sprawę.

Chyba przechodzę kryzys wieku średniego. W dodatku przed trzydziestką.

BEJF